Dlaczego Vanitas Vanitatum?
Jak zapewne wiecie, słowa te padły
w Księdze Koheleta: Vanitas vanitatum et omnia vanitas – Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2 Biblia Tysiąclecia). Mi zaś nieodparcie kojarzą się z jednym z wierszy
mojego ulubionego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego noszącego tytuł Notatki z nieudanych rekolekcji
paryskich:
Ziemia i niebo przemijają
chwieją się fundamenty światów
chwieją się fundamenty światów
ostatni slogan snuje pająk.
Vanitas vanitatum
i od balkonu do balkonu,
w wąskiej uliczce, w głębi, na dnie,
pod grozą złego nieboskłonu
pająk i slogan są ostatnie.
Ach, ukryć się tu w ciemnej sieni
z dala od rynku, gdzie tak nudno,
kędy przechodnie przerażeni
pytają się, co będzie jutro;
z trwogą spogląda w niebo karzeł,
co nuty sprzedaje nad rzeką.
I w tłumach ciągle te dwie twarze.
oszusta i potępionego.
Kojarzą
się, to może niewłaściwe określenie, zwyczajnie słowa te tam padły i tyle.
Oczywiście to
pierwsza część dłużej całości, ale to właśnie ten fragment towarzyszy mi od
czasów licealnych, kiedy przeistoczył się z wiersza w tekst piosenki śpiewanej,
melorecytowanej oraz skandowanej do trzyakordowego kawałka w z punkowym riffem.
Tak, był taki czas kiedy skłaniałem się ku raczej smutnej i posępnej
stronie życia, taka melancholia młodego, czasami gniewnego. Niewątpliwym plusem
takiego obrotu spraw, jest fakt, że raczej nie miałbym problemu z doborem
utworów czy to muzycznych czy to literackich, które nadawałyby się na mój
pogrzeb. Z grubej rury co? No cóż pisząc ten tekst wciąż chyba jestem pod
wpływem, powtórki filmów Monty Pythonów,
którą zaserwowałem sobie ostatnio i stąd ten
angielski, jak mniemam, humor.
Pamiętacie Żywot Briana? Zdumiało mnie to, jak bardzo ten
film jest aktualny. W jak piękny sposób pokazuje mechanizmy rządzące
społeczeństwem. Zaznaczam, że piszę ten tekst 10 stycznia 2017 roku –
ok, nie idę już w tym kierunku, bo zakładam, że na posty dotyczące
polityki przyjdzie jeszcze czas.
Rozpisałem się, a miało być tylko o tym, skąd pomysł na nazwę
bloga. Chyba odpowiedziałem na to pytanie. Jeśli nie, to trudno.
Acha, jeszcze jedna sprawa. O czym będę pisał? Tego nie powiem,
bo musiałbym się szufladkować, w pewien sposób określać i samemu przylepiać
sobie etykietkę, a to, jak wiem z autopsji stoi w sprzeczności z kreatywnością.
Dlaczego w ogóle poruszam kwestię tematyki bloga? Dlaczego nie
piszę nie wchodząc w takie szczegóły? Ponieważ, skoro już tu jesteś i czytasz
te słowa, droga czytelniczko, drogi czytelniku, to uważam, że jestem Ci coś
winien, choćby wyjaśnienie dlaczego wyjaśnienia nie będzie.
Niemniej rad będę wielce, jeśli
pojawisz się tu ponownie.