wtorek, 10 stycznia 2017

Dlaczego Vanitas Vanitatum?

Dlaczego Vanitas Vanitatum? 

Jak zapewne wiecie, słowa te padły w Księdze Koheleta: Vanitas vanitatum et omnia vanitas – Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2 Biblia Tysiąclecia). Mi zaś nieodparcie kojarzą się z jednym z wierszy mojego ulubionego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego noszącego tytuł Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich: 


Ziemia i niebo przemijają
chwieją się fundamenty światów
ostatni slogan snuje pająk. 
Vanitas vanitatum

i od balkonu do balkonu,
 
w wąskiej uliczce, w głębi, na dnie,
 
pod grozą złego nieboskłonu
 
pająk i slogan są ostatnie.
 
 
Ach, ukryć się tu w ciemnej sieni
 
z dala od rynku, gdzie tak nudno,
 
kędy przechodnie przerażeni
 
pytają się, co będzie jutro;
 
 
z trwogą spogląda w niebo karzeł,
 
co nuty sprzedaje nad rzeką.
 
I w tłumach ciągle te dwie twarze.
 
oszusta i potępionego. 



Kojarzą się, to może niewłaściwe określenie, zwyczajnie słowa te tam padły i tyle.  

Oczywiście to pierwsza część dłużej całości, ale to właśnie ten fragment towarzyszy mi od czasów licealnych, kiedy przeistoczył się z wiersza w tekst piosenki śpiewanej, melorecytowanej oraz skandowanej do trzyakordowego kawałka w z punkowym riffem.  Tak, był taki czas kiedy skłaniałem się ku raczej smutnej i posępnej stronie życia, taka melancholia młodego, czasami gniewnego. Niewątpliwym plusem takiego obrotu spraw, jest fakt, że raczej nie miałbym problemu z doborem utworów czy to muzycznych czy to literackich, które nadawałyby się na mój pogrzeb. Z grubej rury co? No cóż pisząc ten tekst wciąż chyba jestem pod wpływem, powtórki filmów Monty Pythonów, którą zaserwowałem sobie ostatnio i stąd ten angielski, jak mniemam, humor 


Pamiętacie Żywot Briana? Zdumiało mnie to, jak bardzo ten film jest aktualny. W jak piękny sposób pokazuje mechanizmy rządzące społeczeństwem. Zaznaczam, że piszę ten tekst 10 stycznia 2017 roku – ok, nie idę już w tym kierunku, bo zakładam, że na posty dotyczące polityki przyjdzie jeszcze czas.  

Rozpisałem się, a miało być tylko o tym, skąd pomysł na nazwę bloga. Chyba odpowiedziałem na to pytanie. Jeśli nie, to trudno.  

Acha, jeszcze jedna sprawa. O czym będę pisał? Tego nie powiem, bo musiałbym się szufladkować, w pewien sposób określać i samemu przylepiać sobie etykietkę, a to, jak wiem z autopsji stoi w sprzeczności z kreatywnością.  

Dlaczego w ogóle poruszam kwestię tematyki bloga? Dlaczego nie piszę nie wchodząc w takie szczegóły? Ponieważ, skoro już tu jesteś i czytasz te słowa, droga czytelniczko, drogi czytelniku, to uważam, że jestem Ci coś winien, choćby wyjaśnienie dlaczego wyjaśnienia nie będzie.  


Niemniej rad będę wielce, jeśli pojawisz się tu ponownie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz